Kochani!
Wiem dawno mnie tu nie było. Ale ostatnio nie mogę chodzić na długie spacery do parku, bo mam cieczkę. Nie działo się też nic ciekawego, czym chciałabym się z Wami podzielić. Za to długi majowy weekend, który właśnie dobiegł końca, obfitował w same atrakcje. Największą była oczywiście wycieczka nad Zalew Sulejowski!
Jak na maj było bardzo gorąco, początkowo na niebie była tylko jedna chmurka!
Ja od razu zaczęłam przeszukiwać piasek
Wszyscy się kąpali, nawet Pańcia, ja też chciałam popływać!
Pańcia musiała mi przypomnieć co i jak…
Wkrótce przepłynęłam sama całe 3 metry
Jak dla mnie woda jeszcze nieco za zimna!
Zainteresował się też mną pewien brunet
Podczas tej dłuuugiej majówki odwiedziliśmy też rezerwat Wiączyń. Pamiętacie pewnie, że byliśmy tam jesienią! Wtedy było wszędzie żółto, teraz króluje świeża wiosenna zieleń!
W tym przepięknym bukowym lesie panuje teraz lekki półmrok.
Można poskakać przez przeszkody, zobaczyć sarenki…i zostać niemal pożartym żywcem przez komary
Ale i tak warto tam pojechać! Tak nietkniętych ludzką ręką miejsc w Polsce jest już bardzo mało!
Jak majówka to i grill! Okazji do grillowania było co nie miara!
Państwo specjalnie zakupili nowego grilla na ten sezon!
Pańcio dostał na urodziny latawiec, więc poszliśmy go wypróbować na naszej Górce – o tym magicznym miejscu napiszę innym razem
Jestem nieco zazdrosna, Pańcio zamiast mną zajmował się tym kolorowym czymś…
Musiałam być poza zasięgiem, bo latawiec ma naprawdę wielką siłę!
Najważniejsze, że Pańcio jest zadowolony
Niestety mam dla Was niezbyt fajne wieści, nasze stare dobre Saxo nadaje się tylko do totalnego remontu…więc na razie nici z wycieczek i relacji… Ale obiecuję Wam, że mimo to, jakieś zdjęcia i opowieści na blogu będą!























































































































