Święta w Gdańsku

Tak, nieco mnie tutaj nie było. Ale musicie mi wybaczyć. W ostatni piątek miałam operację usunięcia guzka z lewej przedniej łapki, wcześniej Państwo próbowali go wyleczyć na różne sposoby, ale niestety się nie dało. Co to za paskudztwo było dowiem się za około 2 tygodnie. Tymczasem miesiąc temu Państwo zabrali mnie na kilkudniową wycieczkę do Gdańska. Spędziliśmy zatem Święta nietypowo, daleko od rodziny i znajomych, ale za to poznaliśmy nowe miejsca i… sami zobaczcie :)

Pierwszego dnia wieczorem przeszliśmy się Długiem Targiem. Panowała tam iście świąteczna atmosfera.

Otoczenie fontanny Neptuna było ładnie oświetlone.

Nad Motławą spotkała nad jednak przykra niespodzianka. Piękne otoczenie, barwne światełka odbijające się w wodzie, cisza, spokój… i raptem bardzo głośny wybuch petardy. Od tamtej chwili myślałam tylko o tym, żeby jak najszybciej wrócić do hotelu. Trzeba jeszcze zaznaczyć niestety jedną rzecz, w centrum Gdańska pies nie ma gdzie się załatwić, jest tam bardzo mało zieleni. Prawda, dzięki temu jest na pewno czyściej, ale władze miasta powinny bardziej przemyśleć tę sprawę. Przecież większość osób sprząta już po swoich pieskach.

W hotelu nieco się uspokoiłam i zaczęłam zwiedzać każdy kąt. Najbardziej podobało mi się pod łóżkiem ;)

I oczywiście na łóżku, takie posłanie to możecie mi Państwo w domu skombinować ;)

Następnego dnia Państwo zabrali mnie na spacer po bardziej przyjaznym psiakom obszarze miejskim, czyli parku. Na tapetę wzięliśmy Park Reagana.

Miałam naprawdę mnóstwo energii, już zapomniałam o wieczornych wydarzeniach poprzedniego dnia.

W pewnym momencie patrzę i oczom nie wierzę…

Znowu ta wielka woda, nad którą byliśmy na zlocie mopsów pół roku temu.

Od razu chciałam wejść do wody. Najlepiej wskoczyć z molo, ale Państwo mi nie pozwolili.

A Pańcia miała w planach sesję świąteczną…

Musiałam zatem uzbroić się w cierpliwość.

Woda okazała się zimniejsza niż ostatnio. Ale piasek pozostał taki sam.

Miękki i przyjemny :)

Ale fajnie!

Natknęliśmy się na wiele psiaków! Poznałam m.in. Misię i jej bardzo sympatycznego Pańcia. Warszawiaka, który przeprowadził się do Warszawy. Dzięki jego radom Państwo następnego dnia odwiedzili wspaniałą Twierdzę Gdańsk, z której roztacza się piękna panorama Gdańska i okolic. Szkoda tylko, że za jego radą Państwo nie zabrali mnie ze sobą, bo spokojnie tam można przyjść z psiakiem.

Ale wracając do Misi, była trochę nieufna w stosunku do mnie na początku…

Ale wykazała się niezwykłą cierpliwością, gdy chodziłam dookoła niej i ją obwąchiwałam.

Później poszłyśmy razem na spacer powrotny po Parku Reagana.

To był wspaniały dzień!

Następnego dnia wstaliśmy bardzo wcześnie i wybraliśmy się za radą Pańcia Misi do Gdyni Orłowa.

Molo jest tam prawie identyczne jak w Gdańsku Brzeźnie.

Ale otoczenie już zgoła inne. Znajduje się tutaj kawałek wybrzeża klifowego z cudnym rezerwatem Kępa Orłowska.

Wdrapanie się na sam szczyt było nielada wyzwaniem, ale ja lubię takie „off roady”.

Zejście było już trochę gorsze, ale na mojego Pańcia zawsze mogę liczyć.

Tak nam minął ten czas, na nadmorskich spacerkach, leniuchowaniu w hotelu oraz objadaniu się. Państwo byli jeszcze na Westerplatte oraz w Twierdzy Gdańsk. Aż szkoda, że byliśmy w Trójmieście tak krótki. Jest tam jeszcze wiele miejsc, w które chcielibyśmy się udać.

Do zobaczenia! Już niedługo pokażę Wam zdjęcia z mojej pierwszej profesjonalnej sesji studyjnej :)

Leave a Reply

*