Wiosenny urlop Pańcia

Kochani! Jak Pańcio ma wolne, to ja jestem zawsze zabiegana, sami zobaczcie, ile miejsc udało mi się odwiedzić podczas jego urlopu dwa tygodnie temu. Patatajałam aż uszy latały ;)

Zaczęliśmy od odwiedzin w jednym z naszych ulubionych parków, czyli na Zdrowiu.

Nie mogłam się nadziwić tej masie zieleni, jaka opanowała park, a to dopiero początek ;)

Kaczki dobrały się już w pary. Wszędzie wśród zwierzaków panuje ożywienie.

Ja tradycyjnie polatałam z patolkiem, a może raczej cygarem ;)

Pańcia postanowiła nauczyć mnie aportować. No lepiej późno niż później, ale rozmiar kijka nie za bardzo dobrała ;)

Ale i tak zabawa była przednia.

Byliśmy też na chojeńskiej górce, zwanej przez rodzinę Pańcia kojsami ;)

Roztacza się stamtąd panorama całej niemal Łodzi, te bardziej industrialne fragmenty… i te bardziej zielone…

Piękne rozkwitły śliwy. Grodzisko też jest całe w rozkwicie. Ciocia Bogusia zrobiła nam śliczne zdjęcia :)

Pola całe zielone…

Wytropiłam nawet jedną sarnę…

Pobawiłam się też szyszkami…

A właściwie to patrzyłam tylko jak je rzucają ;)

Pojechaliśmy też do naszego ulubionego magicznego dłutowskiego lasu. A tam…

Nie mogłam wprost uwierzyć, co tam się stało. Większość dróg wyasfaltowanych, utwardzonych… ech…

Może mi ktoś wytłumaczyć, co się stało z naszym lasem???

Najchętniej zrobiłabym w tył zwrot, ale Państwo ciągnęli dalej. Na szczęście część lasu jest nadal w nienaruszonym stanie i przypomina nasz dawny las!

Biegałam więc ze szczęścia, że chociaż kawałek jest bez zmian, ten gdzie Państwo zbierają podgrzybki co roku jesienią.

Stan mojego umysłu najlepiej odzwierciedla seria zdjęć zrobiona przez Pańcię…

Znaczy się pomieszanie z poplątaniem… Cieszyłam się resztką lasu, ile mogłam.

Podziwiałam piękne leśne ostępy… przy dźwiękach F16…

A tu znowu w oddali pojawił się asfalt i sprowadzono mnie na ziemię…

I ja Pumba pytam się lokalnych władz, po co to wszystko, dlaczego niszczymy ostatnie enklawy spokoju i zieleni?

Jaka jest przyjemność w chodzeniu po asfalcie? W ten ciepły kwietniowy dzień już nagrzewał się niemiłosiernie, a co dopiero będzie podczas letnich upałów… To już nie jest miejsce dla mopsa…

Brak mi słów…

Leave a Reply

*